Aktualności
Jedziemy nad morze - relacja z szóstego dnia rajdu!
- Dodano:
- 22 Lipiec 2010
JEŚLI ROWEREM TO GDZIE? NAD POLSKIE MORZE!
Wczoraj udowodnili to dwaj uczestnicy wyprawy rowerowej z polskich gór nad polskie morze. Dotarli już do Helu! Cel udało im się osiągnąć dwa dni wcześniej niż planowali.
Relacja z Dodane 2010-07-22 07:18:56 przez : gemsi
Hel
"Środa. Spanie na kanapie podczas takiej wyprawy to prawdziwa rozpusta. W związku z tym, że "robimy" już program piątkowy, wstajemy nieco pózniej, bo o 7:30. Powoli zbieramy graty i około godziny dziewiątej jedziemy zaliczyć ORP Błyskawica i Dar Pomorza. Po przebiciu się przez miasto ruszylismy do Rewy na rybkę. Rybka w Rewie jak zwykle była pyszna. Posiedzielismy w Rewie około godziny i drogami na skróty, przez łąki i pola udaliśmy się do Pucka. Droga była częściowo gruntowa, częściowo asfaltowa a czasami ułożona z płyt. Droga wiodła przez niezwykle urokliwe okolice. I szczęśliwie dowiodła nas do Pucka. Ze względu na to że szlak Puck - Hel obfituje w niezliczone miejsca pamięci, na punkcie których Waldek ma niewielkiego fioła, a ja niekoniecznie chcę się zatrzymywać przy każdym z nich, stwierdziłem ze najlepszym rozwiązaniem tych sprzecznych zamiłowań jest kompromis polegający na braku kompromisu, czyli chwilowe rozdzielenie wycieczki na dwie jednoosobowe podgrupy. Podgrupę sportową, czyli mnie i podgrupę historyczną czyli Dadu:). Umówiliśmy się na spotkanie wieczorem w Helu. Ruszylem rączo tak jak lubię, wypadlem z Pucka kurcgalopkiem i za Puckiem wbilem się na ścieżkę rowerową. Ścieżka do Helu, niezła gratka, bezpiecznie i wygodnie. Było miło do Wladyslawowa. Już na cyplu we Władku zaczęła się jazda polska czyli "klapkers zone". Inwestor i wykonawca dumni ze swego dzieła poumieszczali tablice przy swoim dziele, niestety ścieżka została wybudowana w miejscu chodnika, więc nie ma się co dziwić, ze jest na niej pełno klapkersów, którzy zgodnie ze swoim obyczajem nie zauważają rowerów. Średnia prędkość w takich warunkach jest poniżej 10 km/h co mnie oczywiście nie satysfakcjonuje, dodatkowym minusem jest to, że większość ścieżki jest zrobiona ze zwykłej kostki, położonej nierówno, lub położonej równo, ale pewnie "siadla". Po dojechaniu do Chałup postanowiłem zjechać na drogę. Od razu poczułem sie lepiej, mogłem się położyć na leżaku i utrzymywać prędkość 28 km/h bez większego wysiłku. Niestety ta idylla nie trwała długo, ponieważ dwóch panów kierowców przedstawiło mi głośnym trąbieniem swój punkt widzenia, a jeden z nich usiłował przesunąć mnie swoim pięknym pojazdem na ścieżkę dla klapkersów. Efekt był taki, że ani tu, ani tu nie byłem miłe widziany. W Jastarni zrobiłem przerwę techniczna na zatankowanie wody do buklaku, po czym pojechałem do celu/Helu, który osiągnąłem o godzinie 17:04. Oczekujac przyjazdu Dadu zacząłem się szwendać po mieście. Dwie godziny pózniej przyjechał Dadu. Kolacje zjedlismy w lesie. Po kolacji poszliśmy na plażę przygotować stanowiska do spania.
Czwartek. A dzisiaj rano... Cóż nasze drogi powrotne prowadzą w przeciwnych kierunkach. Ja uderzam na Mazury a Waldek do Koszalina. Hel został zdobyty w czasie krótszym o 2 dni od planowanego."
Dodane 2010-07-22 09:46:35 przez : gemsi
Małe podsumowanie
"Hel zdobyty. Cel udało nam się osiągnąć dwa dni wcześniej niż planowaliśmy. Dalszych planów nie było. Tzn. plan ogólny zakładał jakoś tam powrócić do domu. Dadu planował (choć się do tego nie przyznawał) wrócić pociągiem, ja planowalem dwudniową "wyrypkę" z Helu do Warszawy. Wczoraj dojeżdżając do Helu postanowiłem, że jeśli to będzie możliwe ominę drogę na mierzei. To był najgorszy odcinek jeśli chodzi o komfort jazdy. Na ścieżce opanowanej prze "klapkersów" byliśmy intruzami i na asfalcie też, ponieważ w mniemaniu kierowców samochodów jeśli jest ścieżka to rower ma być na ścieżce, a zakazu ruchu dla rowerów nie było. Dosyć tego biadolenia. Na szczęście na trasie Hel - Sopot kursuje tramwaj wodny. Tańszy, szybszy, wygodniejszy i przyjemniejszy od PKP. Pożegnaliśmy się z Waldkiem w porcie. Przed moim odjazdem Waldek udał sie do Burmistrza Helu, gdzie otrzymał okolicznościową monetę wartą 7 heli;), uscisk dłoni burmistrza i książkę z autografem. W zasadzie nasza podroż dobiegła końca.
Udało się to zrealizować dzięki żonom, portalowi www.prywatnezdrowie.pl oraz znajomym i przyjaciołom, którzy nas dopingowali, przesylali słowa uzanania, podziwu a czasami pukali się w głowę. Myśle, że teraz wiemy na ile nas stać, a tak naprawdę to podróż trwa. Co prawda jedziemy w przeciwnych kierunkach, ale każdy z nas ma ten sam cel : "złamać" 1000 km na liczniku."
Źródło: roweremnadmorze.pl
Opinie internautów
Nie dodano jeszcze żadnej opinii.
Dodaj opinię
Swoje opinie wyrażać mogą tylko opini zarejestrowane w serwisie
Załóż konto i/lub Zaloguj się